Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 2 października 2014
czwartek, 25 września 2014
482. …Nie wiem… Chyba nie chwaliłem się tu
moimi grafikami które powstały zaraz po diagnozie. Odzwierciedlają one mój stan
umysłu po tym, jak dowiedziałem się na co choruję…
Te trzy prace zwą się „Tryptyk”… Teraz po latach myślę że
przydała jeszcze jedna grafika do tej serii, czyli - „ Codzienne życie mimo choroby”... Bardziej
optymistyczna… Bo jednak udało mi się w końcu odbić od dna… ;-)
środa, 24 września 2014
481. …Spytałem poprzez Internet ludzi – (…) „Nie wydaje się Wam że częstotliwość rzutów zmniejsza się z
długością chorowania, wiekiem?... To mnie ciekawi, bo wielu osobom z mego kręgu
częstotliwość rzutów, maleje. czy to od leków? ” (…)
Odpowiedziano mi mniej więcej w
ten sposób –
– Częstość rzutów nie tyle
zmniejsza się z wiekiem, tylko i większości SM zmienia postać. Po latach
choroby w postać wtórnie postępująca kiedy nie ma rzutów tylko stopniowe
nasilenie objawów które juz sie cofają tak jak na początku po rzutach…
–
Popieram z wiekiem są na pewno lżejsze i szybciej się
wycofują, tylko że trzeba szybciej reagować bo organizm jest słabszy i ma mniej
siły do regeneracji ale da się żyć…
– Podobno u dzieci i młodzieży SM jest bardziej agresywne. U staruszków jest łagodniejsze...
– Podobno zależy jaki rodzaj sm-mu mamy...
– Podobno u dzieci i młodzieży SM jest bardziej agresywne. U staruszków jest łagodniejsze...
– Podobno zależy jaki rodzaj sm-mu mamy...
Nie mam rzutów już kilka lat…
Choroba raczej się wstrzymuje… Czy to zmiana postaci choroby, czy brany przeze
mnie kilkanaście lat lek „Tysabri” wstrzymuje postęp choroby?... No nie wiem…
Ważne, że nie mam rzutów i SM jakby zapomniał o mnie!!! Jednak szkoda, że to co
mi pozostało, nie pozwala mi na normalne życie z zatrudnieniem, wypłatą, bez
tej SM- esowej „Pani” która może się w każdej chwili odezwać i powalić znów na
ziemię…
Jednak pocieszam się myślą, że
było by chyba przecież gorzej gdybym miał jakiegoś raka, czy chorobę jeszcze
straszniejszą jaką jest niezaprzeczalnie i SM…? Trzeba się cieszyć z tego co jest, bo mogło by
być jeszcze gorzej… ;-)
poniedziałek, 22 września 2014
480. Tak sobie myślę, bo to i choroba, wiek
odpowiedni do podsumowań… Czy jestem zadowolony z mego życia…? Jak najbardziej...
Jestem szczęściarzem któremu sprzyjało przeznaczenie. I to nie chodzi o to, że
zachorowałem na tą ciężką chorobę, że przeżyliśmy moją depresję, ale że umiałem
walczyć, wyciągnąłem wnioski i nauczyłem się żyć z tym co mnie spotkało…
Teraz gdy zostaliśmy sami, po tej ciężkiej nerwowej harówie.
Po odchowaniu i wykształceniu dzieci. Po szpitalach, dorabianiu się, zarabianiu
na mieszkanie meble, auto… Kochamy się z żoną jak zaraz na początku naszego
związku… To piękne.
Spełniamy nasze marzenia, plany które nie dane nam było
onegdaj spełnić. Snujemy rozmowy o naszej przyszłości i o tym co niechybnie
przyjdzie. Tak prędzej czy później, ale przyjdzie…
Jest pewien rodzaju strachu, ale jesteśmy spełnieni,
zadowoleni, i zdajemy sobie sprawę że przeznaczeniu nie umkniemy. Przeznaczenie
nas połączyło, założyliśmy rodzinę, wychowywaliśmy dzieci, dorabialiśmy się,
zestarzeliśmy i trzeba zaakceptować to co niechybnie przyjdzie.
Nie, nie będziemy na to czekać. Nie ogarnia nas strach. Ale
nie uciekamy od tego, nie wypieramy z naszego umysłu, bo TO jest nieuniknione.
Robimy plany, żyjemy spokojnie, tak na ile nas stać, ale
już nie „szalejemy”. Nasze marzenia przeszły teraz na nasze dzieci, potem przejdą
na wnuki… Nie młodniejemy przecież, ale też i pożyjemy jeszcze… Śmiejemy się
czasem z innych, co zapracowują się, dla idei, wchodzą w układy, zbierają,
cieszą kasą, a są w naszym wieku…
Ale czy to nie do czasu? Czy będą żyć wiecznie? Zabiorą majątek,
znajomości do grobu? Nie umrą rankiem na zawał, nie zachorują i świat zacznie
im się walić…?
Naszą mądrością, jak ktoś chce, się dzielimy chętnie, ale
nic na siłę, nie narzucamy naszego zdania innym , bo każdy przecież jest inny…
Zresztą i my uczyliśmy się na błędach mimo że nas ostrzegano… Takie jest życie…
Teraz jest czas na spokojne przeżywanie tego cośmy dokonali. No bo kiedy? Jak zostaniemy
staruszkami i już na nic nie będziemy mieli siły?
niedziela, 14 września 2014
488. Pisałem wcześniej, że nie dlatego jesteśmy
mniej aktywni, nie dbamy o wygląd, mamy gorsze dni - bo się starzejemy. Ale
starzejemy się - bo zaczyna nam być wszystko jedno, nie dbamy o kondycję, nie
chce nam się pograć w tenisa piłkę…
Ludzie
aktywni, którym coś się chce, są weselsi, żyją w komforcie o wiele dłużej…
A
gdyby tak pójść dalej? …Sex…?
Czy
naprawdę mamy mniejsze potrzeby niż w młodości? Zużywa nam się, zmydla? Uważam
że nie. Gdy mamy -naście lat, -dzieścia, nasze hormony są pobudzane przez
zalotne spojrzenia koleżanek z klasy. Wzrok przez krótkie spódniczki, obcisłe
stroje, piękne ciała…
Później
gdy przekraczamy -estkę, -siątkę, rodzą nam się dzieci, wygląd nam się zmienia,
hormony nieco słabną. Następnie mówi nam się że czas na wygodę - stare rozciągnięte
dresy i swetry, długie spódnice, stroje zakrywające wszystko co nas onegdaj
rajcowało, czy prozaiczny, ciągły brak kasy… A o bieliźnie nawet już nie
wspomnę…
Dzieci
mówią gdy rodzice się całują – „a feeee”, a gdy zobaczą coś jeszcze, że to
takim starym nie przystoi, że to domena „nas” młodych… Przyzwyczajamy się do
tego aż…
Przychodzą
nam myśli, że mamy coraz więcej lat i seks który nam sprawiał tyle satysfakcji
i radości staje się wspomnieniem… U mężczyzn taki wiek nazywa się „głowa
siwieje d… szaleje”, u kobiet „lata lecą a w krok nic”…
Zastanówmy
się czy wina leży w nas, czy społecznym nastawieniu, czyli – „syndromie podeszłego
wieku” Moim zdaniem to wszystko jest socjologicznie z góry ustawiane przez konserwatywne
społeczeństwo.
Dlaczego
osobom po czterdziestce, pięćdziesiątce, sześćdziesiątce nie wypada partnera
zaczepić, spojrzeć zalotnie, poflirtować? Dlaczego nie poświntuszyć, odkryć w
domowym zaciszu to, co jest przez cały czas zakrywamy.
W
pracy, ulicy, na basenie, kilkudziesięciolatki widzą zgrabne, ponętne odkryte ciała.
Tworzą się marzenia do… - momentu gdy wracamy do partnera z „wałkami na głowie”,
w rozciągniętych dresach, piwem w ręku, z „robótkami” w dłoni…
No
i co?
Spragnieni,
podnieceni, z „kurwikami” w oczach i „namiotem w spodniach”, albo „kisielem w
majtkach” stawiani jesteśmy przed… Socjologicznym widokiem ukształtowanym przez
sąsiadów, tłum, media - czyli stateczne matrony z godnie podniesioną głową, szczelnie
zakrywające to, czym jeszcze mogły by podniecić partnera, albo gościa z
brzuszkiem któremu nic się nie chce oprócz oglądania sportu, jedzenia golonki i
picia piwa… Wszyscy winni, ale nie my!!!
Ja
powiem tak – „co mi stanęło na ulicy, obwisa na sam widok w domu”…
Mam
wrażenie, że to dlatego są zdrady, skoki w bok, kochanki, wyjścia na tańce, albo pubów. Bo do
domu już nie ciągnie nas to, bez czego nie mogliśmy jeszcze kilka lat temu wytrzymać…
Zastanówmy się nad tym, zanim
stanie się nam wszystko jedno, albo zacznie nam się rozsypywać związek… ;-)
sobota, 13 września 2014
479. Technika poszła do przodu. Kiedyś co było
fantastyką, staje się rzeczywistością… Dla bogatych, ale rzeczywistością…
Kiedyś samochód, telewizja, samoloty były tylko dla bogatych, a teraz? Cyborgi,
bio - sensoryczna technologia tworzy się na naszych oczach… Cieszę się że żyję
w takich ciekawych czasach…
Tak, są wojny, terroryści, ale dla prymitywnych
osobowości. Dla nas NORMALNYCH ludzi, ciekawych świata, oglądających programy
na Discovery, filmy na których trzeba myśleć - to raj na ziemi… Jestem
szczęśliwy!!!
Mimo że mam problemy, jestem chory, to jakoś sobie radzę.
Jestem otwarty na świat, nowości, optymistycznie patrzę na rzeczywistość. Stoję
po środku, nie czerpię ze skrajności. Zamiast rozpamiętywać, nienawidzić,
widzieć czarne i szare, wolę kochać i patrzeć na świat przez „różowe” okulary.
Ten film który, polecam do obejrzenia, mimo że mój
angielski jest raczej „słaby”, uważam powinni obejrzeć wszyscy… Są tam obrazki,
coś niecoś można zrozumieć nawet nie znając języka. Zrozumiałem z niego, że jak
się chce to można, tylko trzeba być optymistą. To co teraz wydaje się być
dalekim, za chwilę nadejdzie. Jeśli nie dla nas, to na pewno pomoże naszym
dzieciom, wnukom… ;-*
poniedziałek, 8 września 2014
478. No cóż, odpowiedziałem na jakiś post na
facebook –u, że bawię się życiem i nie biorę go za
poważnie - bo i tak w każdej chwili się może skończyć. Moje życie dzięki temu
jest tak ciekawe i barwne jak mało u kogo z sąsiadów... Jestem szczęśliwy mimo
moich chorób, problemów i niskich dochodów. Nie mam wpływu na to co się dzieje
na świecie, więc po co się denerwować...
Trza się dostosować i cieszyć
z tego jakim jest się mądrym człowiekiem, zapobiegliwym, przewidującym... ;-)
Dziś zmarła bliska mi osoba na
raka... Czy w ogóle mamy jakiś wpływ na swoje życie... ? Co ma być to będzie, a
jak będzie przez chwilę pięknie, to należy się tylko cieszyć i korzystać, bo to
i tak długo nie potrwa... Długo to rzecz względna...
Mimo mego SM- u, czekającego
mnie zabiegu na nerce itp, itd, cieszę się że mam kochającą żonę, wspaniałe
dzieciaki, i mamę która jeździ jeszcze rowerem... Kurcze, jakim jestem
szczęściarzem, nie każdy ma takie chwile spełnienia w życiu jak ja... A może
zapracowałem na to? Bo takim świrem jak ja to mało kto jest... ;-)))
(…) ”Ludzie nie dlatego
przestają się bawić, bo się starzeją, ale starzeją się bo przestają się bawić”(…)
Tak i nie tylko... Ta sekwencja się ciągnie długo, a sens jest ten sam...
Starzejemy się przez zaniechanie tego co robiliśmy do tej pory. Obserwujemy
sąsiadów, filmy, czasopisma, zamiast zaufać swemu instynktowi i dać mu myśleć -
że jest się dalej silnym, młodym ślicznym, zdrowym... Czytałem o tym w mądrej
psychologicznej książce i obserwując siebie, widzę tu wiele racji...
Wiem co piszę, bo miałem do
wyboru albo użalać się nad sobą i czekać na śmierć, albo wziąć siebie za mordę
i iść do przodu mimo kłód, kopniaków i dołków zastawianych przez życie...
Podjąłem mądry wybór, bo
dzięki temu uważam się za szczęściarza, który jeszcze chodzi, planuje, a nawet
spełnia z powodzeniem marzenia... Jestem dalej na to samo chory, mam mieć ten zabieg,
ale co tam… - Co nas nie zabije to wzmocni... ;-)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)


