Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 6 grudnia 2011

61.  Dziecko wypadło z wózka…
Robiła zdjęcia swoim roznegliżowanym dzieciom…
Ojciec dotykał swoje dzieci przy kąpieli…
Publicznie dali dziecku klapsa…
Czeka ich kilka lat w więzieniu…
Odbiorą jej prawa rodzicielskie…

Jak to dobrze że moje dzieci są już dorosłe. ;-D Posadzili by mnie na pewno. Nie wózek, a cela była by moim przeznaczeniem. ;-)))

poniedziałek, 5 grudnia 2011

60.   Czytałem dzisiaj trochę blogów pisanych przez osoby chore na SM. Raczej to są wpisy osób opisujących ich przebieg rzutu. Rzadziej opisywane są etapy walki z chorobą, ich zaskoczenie, myśli które nachodziły ich przez lata… Często, są to już martwe Blogi, kilka wpisów i wszystko…
Zastanawiam się czy i z moim Blogiem będzie tak samo. Pewnie tak… ;-(
Kiedyś bardzo popularny portal: Nasza Klasa, pomału zamiera. Wiele innych, też ma tendencję spadkową. Ludzie się nimi szybko nudzą. Nie tyle ci co te Blogi prowadzą, co ich czytelnicy. To chyba normalne. Mnie to jednak smuci.
Świadczy to że człowiek szybko się wypala. Spada zainteresowanie i zmieniają poglądy. No cóż… Żyje się od etapu do etapu, wygasają poprzednie myśli. Moi znajomi, z którymi przyjaźniliśmy się w Polsce, po wyjeździe do Stanów, w ogóle się nie odzywają. Powiadacie smutne… Ale prawdziwe.
Na razie jest dobrze z moim Blogiem i mam nadzieję że uda się jeszcze przez jakiś czas wzbudzać waszą ciekawość, a może nawet emocje… ;-D

A tak poza tym… ;-D  Klikajcie w reklamy. Was to nic nie kosztuje, a może do mego koszyczka coś wpadnie. ;-)))
Przez miesiąc nikt nie kliknął i nawet nie wiem czy opłaca mi się te reklamy na mojej stronie trzymać ;-)))  Żaden cent nie wpadł, a przecież by się przydał jakiś prezent na… Święta… ;-)))))) 
59. Niezauważyliście tego, że młodzi niepełnosprawni, oraz bardzo chorzy ludzie, są ogólnie, na zewnątrz, bardziej życzliwi, weseli i towarzyscy? ;-D
Uśmiecham się, bo podążając tym tropem należało by życzyć wszystkim ludziom by zachorowali… Broń Boże nie o to w tej wypowiedzi chodzi…
Chodzi mi o to, że bardzo często ludzie piękni, młodzi, bogaci  i zdrowi, nie cieszą się że takimi są.  
Często wręcz narzekają że im niedobrze, są nieszczęśliwi. Że się nudzą, nie mają przyjaciół. Że cały świat to blaga, niesprawiedliwość i pogoń za kasą.
Ja zawsze mówię tak: „Ciesz się z tego co jest, a nie smuć tym, co uważasz że mogło by być”
Zawsze było i jest tak, że czegoś się chce. Że dąży się do tego by mieć więcej. Tylko, zmierzając do tego, trzeba najpierw zdać sprawę, czy warte jest to tego całego trudu i zachodu.
Masz rower, chciałbyś mieć skuter. Masz mercedesa, chciałbyś mieć Porsche, Rolls Royce czy Maybacha. Jak to już masz, to marzysz by mieć odrzutowiec czy jacht. Masz pierścionek, chcesz mieć kolię diamentową. Masz ikonę, lecz uważasz że to za mało, i chcesz mieć Monę Lizę… ;-D
Czy nie można być szczęśliwym wyjeżdżając na wycieczkę z całą rodziną za miasto rowerem? Czy koniecznie musi być cię stać na podróż jachtem na Bahama?
Musisz się denerwować i smucić z tego, że cię nie stać na to, co sąsiada? Jeden jest mądry, drugi głupi. Jeden wysoki, drugi niski. Biedny, bogaty. Naucz się akceptować siebie jakim jesteś. Zaakceptuj to że jesteś chory...
Uśmiechnij się. Inni mają jeszcze gorzej od ciebie, smucą się i ci zazdroszczą. ;-D  

niedziela, 4 grudnia 2011

58. Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego w broszurze Jak żyć z SM. pięknie opisało chorobę na którą cierpimy. Myślę że Stowarzyszenie nie będzie miało mi za złe, jeśli kawałek treści ;-D z niej tu przytoczę, by ludzie od niedawna podążający drogą SM-u, ich bliscy, czy znajomi, wiedzieli co to za choroba.
Stwardnienie rozsiane jest najczęstszą chorobą neurologiczną młodych dorosłych. Według różnych danych dotyka od 45 do 60 tysięcy osób w Polsce. Diagnoza pada najczęściej między 20. a 40. rokiem życia, chociaż choroba może również pojawić się wcześniej lub później.
Kobiety chorują prawie dwukrotnie częściej niż mężczyźni. W rzadkich przypadkach SM może również wystąpić u dzieci. Na stwardnienie rozsiane choruje się do końca życia. Odpowiednie leczenie, rehabilitacja i specjalistyczna opieka mogą jednak poprawić funkcjonowanie chorego.
Mimo prowadzonych nieustannie badań, przyczyna choroby nie jest znana. Z tego powodu wciąż nie ma leku, który mógłby z niej całkowicie wyleczyć. Dostępne leki jedynie zwalniają postępy choroby.

SM jest chorobą układu immunologicznego (odpornościowego). Oznacza to, że system immunologiczny, który zwykle pomaga zwalczać infekcje, błędnie rozpoznaje i atakuje komórki własnego ciała tak, jakby były ciałem obcym, np. bakteriami.
W SM system immunologiczny atakuje mielinę otaczającą komórki nerwowe, co prowadzi do jej uszkodzenia i częściowego lub całkowitego przerwania przewodzenia nerwu. W miejscu zniszczenia powstaje blizna, zwana również stwardnieniem. Uszkodzenie mieliny doprowadza do zniszczenia drogi, którą przebywają informacje przechodzące przez nerw.
Informacje mogą być przekazywane wolniej, zostać zniekształcone, przekazane do innego nerwu lub w ogóle nie zostać przekazane.
Objawy występujące w SM mogą być bardzo zróżnicowane ponieważ centralny układ nerwowy zarządza aktywnością całego ciała. Mową, wzrokiem, równowagą, mięśniami, wypróżnianiem itp.
Zależą one od tego, gdzie w centralnym układzie nerwowym dochodzi do uszkodzenia nerwu i które z informacji nie będą przekazywane właściwie.  Czy w mózgu, móżdżku, czy na przykład w rdzeniu kręgowym.

piątek, 2 grudnia 2011

57. Ciekawy jestem, ile to też ludzi w Polsce zarabia powyżej 10 tys. złotych  miesięcznie? Myślę że sporo. Uważam że tak powinno być.  To głupie dwa tysiące Euro. Wystarczy na czynsz, ubranie, jedzenie. Można zaoszczędzić na samochód, urlop, wycieczkę.             Albo też na lekarstwo, jeśli się zachoruje na SM…
Naprawdę, tak powinno być. Normalny szary człowiek powinien tyle zarabiać. Ja niestety z renty, gdy zachorowałem, mogę kupić najwyżej jedną dawkę leku… rocznie. Nikt mi nie pomoże, bo NFZ ma mnie wiadomo gdzie... Składki płacić, to co innego, proszę bardzo. Ale gdy zachorujesz, tak jak ja, i na to co ja, to najwyżej podadzą ci sterydy i wyłożą kasę na kilka dni w szpitalu. Owszem i oni też prowadzą programy, ale przeczytajcie te umowy, poza tym ile ludzi z nich korzysta… Czysty śmiech.
Parlamentarzystów, ministrów, administracji, też chory człowiek nie obchodzi bo jest wrzodem. Trzeba go leczyć, a podatków nie płaci… Pasożyt…
Chciałbym tylko zauważyć - dlaczego płaci się składki zdrowotne, Zusy, Krusy, ubezpieczenia?
Przecież na wypadek niepełnosprawności, choroby. Jeszcze raz powiem – NA WSZELKI WYPADEK!!! Czy normalny człowiek, pieniądze odłożone na czarną godzinę przejada, przehula?  Nie… Odkłada!!!

Panowie na stanowiskach, ja też bym chciał być zdrowy, pracować i płacić różne podatki i składki. Zachorowałem i dlatego, dalej tego robić nie mogę. Płaciłem je przez  kilkanaście lat, oddałem Wam swoje pieniądze na czarną godzinę. Dlaczego mnie nie chcecie leczyć? Wierzyłem Wam i zawierzyłem ciężko zarabiane pieniądze.
Z taką wiarą płacili Wam też inni moi znajomi i bliscy. Mają chore kręgosłupy, stawy, są obłożnie i nieuleczalnie chorzy.
Nie są leczeni tylko zaleczani i kierowani na rehabilitację w najlepszym wypadku rentę. Wiecie o tym, że jeśli usuną Wam chory dysk, to chirurdzy nie wstawią nowego, jeśli nie zapłacicie? Debilizm, Za taki zabieg trzeba zapłacić z własnej kieszeni. A przecież szpitale mogły by wypuszczać zdrowych ludzi. Jednak NFZ, a może nawet i sam minister, takie przepisy stworzył, żeby pieniążków szpitalowi nie dać.
A może stworzyć takie przepisy, by ten pan co zarabia miesięcznie miliony, zaczął płacić uczciwie i UCZCIWE podatki. Przecież i tak, tą kasę zostawi przy bramie cmentarza…

Wy bogaci, możecie się leczyć bo macie pieniądze i swoje szpitale. My zarabiający najwyżej kilka tysięcy złotych miesięcznie, musimy się ubezpieczać. Zresztą wprowadziliście taki obowiązek...
Jeśli naprawdę potrzebujemy kasy na zabieg, to jej  nie otrzymamy. Wymyślicie tysiące przyczyn i paragrafów by ich nam nie dać. 
A wiecie na co idą te pieniążki z ubezpieczeń. No właśnie… Tajemnica poliszynela… ;-D  Nawet dzieci to wiedzą.
Dlaczego leczą mnie Szwajcarzy z programu? Czy oni tak mnie kochają? Nie, wiadomo… Ale ja im jestem wdzięczny.  Gdyby nie oni, pewnie dziś bym już tylko jeździł na wózku... Nogami do przodu… ;-D 
  
Hmmm…  Minister zdrowy i ma kasę? A może byśmy tak wszyscy zaczęli się modlić by zachorował… ;-D Miałby nauczkę taki jeden… Złośliwy jestem? A co… tylko na to teraz mnie stać. ;-D
56.   Niektórzy lekarze nie lubią, gdy zachodzę na wizytę do przychodni i mówię czego chcę, dokładnie mówiąc z czym przyszedłem. Jednak gdy zobaczą mnie w swym gabinecie kolejny raz, zapraszają uśmiechają się i rozluźniają.
Zawsze jest kilka chwil na przywitanie, zdawkową rozmowę, serdeczności. Potem mówię z czym przyszedłem, najkonkretniej jak umiem. Czasem nawet podyskutujemy. Przychodzę wszak do specjalisty, nie muszę się przecież się znać na jego profesji… Jestem przecież pacjentem…  
Na zakończenie nie jest zazwyczaj zdawkowe – „Dowidzenia”, ale jakieś serdeczne słowa, by się miło pożegnać.  
Traktuję kogoś tak, jak sam bym chciał być traktowany. Odwiedzam przecież człowieka w pracy. On też ma prawo mieć gorsze dni, niesympatycznych pacjentów. Dlaczego więc, moja wizyta ma nie poprawić jego humoru?... Przecież w sumie, co mi zależy. ;-D

czwartek, 1 grudnia 2011

55.   Wiecie co? Cieszę się, a jestem wręcz szczęśliwy, z tego, że tylko ja w śród mych bliskich choruję. Wiecie jaki to jest komfort? No bo jak ja bym się czół, widząc codziennie kochaną osobę, której coś nie wychodzi, kuleje, stresuje się i pulta w mowie, codziennie walczy uparcie z chorobą, zamiast żyć szczęśliwie, normalnie bez chorób.
Każdy chory na SM, zadaje sobie pytanie – „dlaczego to ja zachorowałem”? No to co?… Lepiej by było gdyby to zachorowało nasze dziecko? Ojciec? Matka? Tak to już jest…
Poza tym SM, nie jest chorobą, która tylko nas spotyka. To jest choroba wszystkich najbliższych. Moja choroba jest chorobą mojej żony, synów, córki, mamy… A nawet naszych przyjaciół… To oni zwykle na nas patrzą i współczują. Kibicują nam, gdy jest nam źle, jesteśmy zmęczeni, mamy rzut. Cieszą się zaś z każdej, nawet najmniejszej iskierki naszego zadowolenia, czy z sukcesów…
To co nas spotkało, jest straszne i lepiej by było żeby nas ominęło… Ale jeśli tak się już stało, to pamiętać należy, że nie jesteśmy sami. Razem z nami chorują także i nasi bliscy i przyjaciele. A to już nie jest pięćdziesiąt tysięcy, ale milion osób chorujących wspólnie z nami na SM.
Poza tym, to nie jest jedyna choroba na którą ludzie zapadają. A wypadki, depresje, wylewy, zawały? Jest nas o wiele więcej. Więcej niż się myśli. Trzeba szanować się nawzajem, bo bywa i tak, że nieuprzejmy urzędnik, dlatego nie jest miły, bo sam cierpi, lub nie może sam sobie poradzić z chorobą w rodzinie.
Hmm. A wystarczy tylko odrobina życzliwości by powstały stres rozładować… ;-D